wtorek, 19 maja 2009

CÓRUNIA TATUNIA

O tym, że moja córunia jest szaleńczo zakochana w swoim tatusiu, zazdrosna i wpatrzona w niego jak w obrazek przekonałam się na własnej skórze już dawno.
Ale wczoraj to chyba był śpiewający wysyp uczuć z jej strony bo moja córa przeszło godzinę (wyobrażacie to sobie?!) śpiewała do kija od szczotki : " móń tatuś jest" bądź "tatuś jest móń".
Móń znaczy mój.
Pomiędzy tym a i owszem był tekst tyle tylko, że dla niej wyłącznie zrozumiały.
Słowa " tatuś jest móń" pojawiały się najczęściej, uznałam więc, że to refren.

Nocne "wędrówki ludów" do łóżka rodziców przerabialiśmy już z mężem w przypadku syna. Przypadłość nie groźna z której dzieci z wiekiem wyrastają.
Przyszedł czas na córkę. Nie byłoby w tym nic złego bo w trójkę wyspać się jak najbardziej da tyle tylko, że kiedy w łóżku pojawiała się córa mamusia, czyli ja, musiała w trybie natychmiastowych opuszczać małżeńskie łoże. A dlaczego?
Ano dlatego, że "tatuś jest móń".
Rozpoczynałam wędrówkę nocną i ja w poszukiwaniu miejsca do przespania reszty nocy.
Lądowałam zwykle na ziemi obok w pokoju.

Chwila zadumy i cisza dla moich uszu.

Wędrówki nocne w ilości się zmniejszyły i co ciekawe mogę pozostawać w nocy na swoim miejscu. Znaczy córka przywykła.
Ale, ale ... żebym za wiele sobie nie myślała ...
Kiedy próbuję np. usiąść mężowi na kolana albo po prostu zwyczajnie przytulić się jak spod ziemi wyrasta niusia (tak się do niej zwracamy) ze słowami "móń tatuś".
ZAWSZE.
Jak Boga kocham przypomina mi się scena z "Krzyżaków". Brakuje mi tylko białej płachty zarzucanej mężowi na głowę.

A propos nocnych wędrówek przypomniała mi się też historia z moim synem w roli głównej.
Otóż w przedszkolu przechodził etap fascynacji segregatorami i karteczkami. Cała zabawa polegała na wymianach między dziećmi tymi karteczkami z przeróżnymi bohaterami czy idolami.
Fascynacja naszego syna była na tyle silna, że pewnej nocy przywędrował do nas taszcząc pod jedną pachą swój jasiek a pod drugą ... segregator.


Kilka tygodni temu wybraliśmy się całą czwórką do pizzerii. Ponieważ mamy takową na osiedlu postanowiliśmy się przy okazji przespacerować. Chwyciłam męża za rękę ale i to nie uszło uwadze mojej córki. Niestety. Słowa "móń tatuś" dźwięczą mi w uszach nawet wtedy jak ich nie słychać.

Zmieniając temat ...

Wczoraj mieliśmy burzę a po burzy tęczę. Chwyciłam więc aparat i uwieczniłam ją.

I teraz ciekawostkę Wam powiem bo oniemiałam dziś rano.
Kiedy je wczoraj robiłam widziałam tylko jedną tęczę a dziś otwierając zdjęcia oczom moim ukazały się dwie. Zupełnie tej drugiej wczoraj nie widziałam.
Są słabo widoczne bo niebo było wczoraj zachmurzone ale poszukałam na dysku jeszcze innych zdjęć bo pamiętam, że mąż parę lat temu też uchwycił to cud zjawisko.

Bajeczna ...

13 komentarzy:

Ania. pisze...

Hahahaha.Ale sie usmialam z twojej historii:-)Ja tez w domu mam mala zazdrosnice.Tyle,ze ona jest zazdrosna w obie strony,tzn. o tatusia i mamusie.A co za tym idzie-w zadnym przypadku nie moge przytulac,calowac czy ukazywac milosc "tatusiowi Noemi" :-).Wedrowki nocne tez zaliczamy.Mam nadzieje,ze wkrotce jej to przejdzie,bo jak juz urodzi sie maluch ,bedzie nam ciezko w czworke haha.
Tecze zawsze sa bajeczne:-) Pozdrawiam cieplutko ciebie i twoja spiewaczke:-)

kasandra pisze...

Dziękuję Aneczko, ja również Was serdecznie pozdrawiam

paula_71 pisze...

Mnie to chyba też czeka...:)
Tęcza rzeczywiście bajeczna,dawno takiej,właściwie żadnej nie widziałam.
Pozdrawiam serdecznie.

aagaa pisze...

Oj świetna ta Twoja córunia.I jaka ładna z niej dziewczynka...
A tecza po prostu piękna.I faktycznie widac dwie...Pozdrawiam

alizee pisze...

Córusie bywają tatusiów, mojej to przeszło jak miała 4 lata i teraz zdecydowanie ja gram pierwsze skrzypce (a tak było fajnie). Teraz cokolwiek mam zrobić to ja nie tata. Natomiast syneczek zrobił się wielbicielem taty. Jakoś tak dziwnie u mnie.
Tęcza piękna, w ogóle fajny widok masz, to z okien domu???
A córunię masz prześliczną :-))
Pozdrawiam serdecznie

Jo-hanah z Wrzosowej Polany pisze...

No to masz ciekawie z córcią ;)
A tęcze ślicznie-taki uśmiech nieba :D
Pozdrawiam cieplutko

kasandra pisze...

Tak to widok z okien mojej kuchni i pokoju dzieci.

Dziękuję za przemiłe słowa dotyczące córki, tatuś znów obrośnie w piórka haha ...

13ka pisze...

Ja nie mam córuni ale etap takich akcji przerobiłam również z młodym. Wędrówki ze spaniem, a jakże młody zazwyczaj lądował na mnie nie na łóżku. Ale jak miał np czekoladę to ZAWSZE dzielił się nią z tatusiem. Któregoś dnia było mi tak przykro że poszłam do sklepu i kupiłam największą czekoladę jaką mieli z ogromnymi orzechami laskowymi i zjadłam na jego oczach. Chyba nigdy nie widziałam go tak szlochającego i rozżalonego. Od tego czasu nie mamy już problemu z dzieleniem ;)). Spanie w naszym łóżku skończyło się z dniem gdy młody w IKEI wpakował się do łózka i nie chciał wyjść bez niego ze sklepu. Warunek: nie śpisz z nami. I tym razem podziałało. mamy takich historyjek mnóstwo ale to na inną okazję pozdrawiam

kasandra pisze...

Oj znam to uczucie przykrości doskonale. I nie jedną łzę też już wypłakałam. Masz rację takich historyjek jest mnóstwo. Tych śmiesznych i tych przykrych niestety też.

decomarta pisze...

Mnie też się z Krzyżakami skojarzyło :)
A mój synek też jest tatusia. I babci...
0_o

Camille pisze...

Jej, wspaniała córcia! Ja zawsze miałam lepszy kontakt z mamą... Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

A moja corcia jest ukochana coreczka tatusia w ciagu dnia, ale w nocy, jak ja cos najdzie, to potrafi go wykopac z naszego lozka. Po 3 i pol latach moge sie wyspac. Przychodzila codziennie do nas, a nawet 2x jak ja w nocy zanieslismy do jej pokoiku. Powoli zaczyna lubic swoje lozeczko. Blanka

Anonimowy pisze...

Hehe lepiej żybyś miała córunię tatunia niż żeby z syna wyszedł maminsynek