czwartek, 13 stycznia 2011

♥ BARDZO OBRZYDLIWY POST ♥

Tak, taki właśnie będzie ten post.
Obrzydliwy.
Bo jestem zła, sfrustrowana, zazdrosna ...
Bo życie jest niesprawiedliwe...
Tak uważam i już.
Bo dlaczego ktoś ma wymarzony dom z ogródkiem a ja nie.
Bo mu starcza do pierwszego a mnie nie.
Bo dostaje różne propozycje a ja nie .
Bo ma wymarzoną pracę itd itd.

Staram się jak mogę i co ?
I nic.
A może co za bardzo się staram czy jak ?
Przestać się starać ???
Jak łatwo mając to wszystko powiedzieć, że życie jest piękne.

Powiecie brak mi pokory ...
O nie !
Mam jej tyle w sobie, że aż się ze mnie wylewa.
I co z tego ...
Mówi się, że człowiek ma to na co zasłużył.
Więc ja się pytam co ja takiego komuś zrobiłam albo czego nie zrobiłam
że na to wszystko nie zasługuję.

Zawsze miałam poczucie, że wszyscy są lepsi, mądrzejsi, piękniejsi etc.
Ale jak tu nie mieć takiego poczucia ???

Moja Pani psycholog powiedziała mi kiedyś, że ja przyjmuję życie
takim jakie jest.
Że nie walczę o to co mi się należy.
A co mi się należy ???

Powiecie, że mam dwoje dzieci a inni nie mogą mieć wcale.
No mam ale czy mam za to przepraszać.
Że mam kochającego męża a inni są samotni.
No mam .
Że dzieci mam zdrowe.
Cieszę się ogromnie !!!
Ale że chce więcej to źle???

Nie chodzi mi o to, żeby to wszystko spłynęło na mnie z nieba.
Nie !!!
Ja chcę na to zapracować !!!
Tylko niech cholera jasna ktoś (do Ciebie tam w górze też wołam!)
da mi w końcu szanse !!!


Wszystkie złe emocje skumulowały się we mnie do potęgi n-tej.
Przepraszam za wyrzucenie tego z siebie właśnie tutaj.
Wolę już to niż ciskanie talerzami o ścianę.
Chociaż kto wie czy nie to byłoby lepsze ?

54 komentarze:

JASPISOWA pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
JASPISOWA pisze...

Jakbym siebie słyszała... Ambitna kobieto. Też mam takie rozterki i ręce często mi opadają. Jednak trzeba się cieszyć "małymi szczęściami", głaskać siebie, walczyć o swoje ambicje i marzenia. Gdy zamykają drzwi - wpychać się oknem i ciągle się uczyć. 3mam za nas kciuki! Pozdrawiam!

aga.ocean pisze...

Czasami też takie myśli mnie dopadają, niestety :(
Trzymam za Ciebie kciuki Kochana, oby los się jak najszybciej do Ciebie uśmiechnął:)
Ściskam mocno
Aga

OLQA pisze...

To co inni mają to przecież tylko rzeczy...gorzej z wymarzoną pracą ale cierpliwości-dobra passa czeka na pewno za rogiem:)

agajaw pisze...

oj,ja też czasami tak..
ale na dłuższą mete to źle działa na wątrobe.czasami trzeba sobie poluzować.naszczęście ma kto rozwiewać twoje smutki.
ukochany mąż przytuli i odrazu świat staje śię jaśnijszy :-)
uszy do góry,bedzie lepiej

Agnieszka Arnold pisze...

O kochana, tak to My dnia nie będziemy zaczynały, natychmiast proszę wziąć mi się w garść! Bo będzie łomot!
Wiem, wiem od niedawna tu zaglądam, ale no ja i mój temperament nie pozwalają mi cicho siedzieć.
Po pierwsze! Wchodząc na Twojego bloga po raz pierwszy przeczytałam ¾ postów, które napisałaś do tej pory i wierz mi lub nie, ale ja nie zauważyłam żebyś głupia była!
Po drugie, zdjęcie małe, ale patrzę na Twa morkę i nie zauważam odchyleń od normy!
Po trzecie, w czym Ty gorsza od innych?! Zdolna jesteś niesłychanie…masz dobre i ciepłe serduszko… kochająca się rodziną… zdrowie… Nas…wiesz jak mało jest dobrych ludzi?(Ten na górze to widzi, ale nie środków przekazu:)
Kaśka, Ci idealni nie istnieją…życie nie je bajka! Tym mądrym i piękny też czegoś bark, ale może o tym nie mówią, a może cieszą się z tego co mają…
Wiem, że chcemy zawsze mieć więcej i to normalny odruch ludzki, myślisz, że ja bym nie chciała mieć domu z kominkiem… ale z drugiej strony zobacz ile śniegu było, kto by to odśnieżał:)
Oczekujesz więcej, ok., mówią nie, Ty mów a właśnie że tak! Nie przejmuj się i zaśmiej się, to jeszcze bardziej wkurza ich, gdy nic nie robisz sobie z nich…
Głowa do góry i z przebojem przez życie idź.
Wszystko w swoim czasie, wiem jesteśmy niecierpliwi, ale tacy jak my musza się bardzie na to wszystko na harować:)
i już przestań marudzić:)

Agnieszka Arnold pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Cérie pisze...

Często inni są "szczęśliwi" na pokaz, a z innej perspektywy wygląda to już całkiem inaczej. Znam z autopsji, takie "szczęśliwe", "kochające się" rodziny, a w duchu, życzą sobie wzajemnie najgorszego. [:

Kasiu, zdaję sobie sprawę z tego co czujesz. Niestety nie można mieć wszystkiego, żeby wszystkie puzzle pasowały do naszej układanki. Ale można być szczęśliwym bez kochającego męża, willi z basenem, czy figury modelki.

Choć mnie często też dopada poczucie jakiejś wewnętrznej straty, schemat codzienności, staram się kierować rozsądkiem i zapobiegać katastrofie. Planuję, rozważam w jaki sposób mogłabym naprawić to co się akurat sypie.
Cieszę się tym co mam, a mam niewiele i to nie jest tak że nie mam ambicji, by mieć więcej, ależ owszem... (:
Jednak czy byłabym szczęśliwa mając bogate życie? Może siedziałabym i rozmyślała, czy przypadkiem tego nie stracę. Można popaść w fobię zagrożenia. (:

Głowa do góry, nie martw się tym czego nie masz, lepiej skupić uwagę na tym co już osiągnęłaś, a "dodatki" może przyjdą w najmniej oczekiwanym momencie. Tego Ci życzę Kochana. (:

Anonimowy pisze...

Taaa.... Na wszystko z mężem ciężko zapracowaliśmy.Mam pięknie położony dom z kominkiem, dobrego męża, na dużo mogę sobie pozwolić...Ale też mam to czego inni nie mają, nieuleczalnie chore dziecko. I wszystko inne nie ma już dla mnie żadnego znaczenia. Chętnie się z Tobą zamienię...
I bardzo często wszystkie złe emocje też się we mnie kumulują. z bezsilności....

kalimonia pisze...

Rozumiem Cię, czasem człowieka rozwala jak sobie pomysli ile wysiłku musi włożyć, aby przetrwać, a inni mają lżej, spokojniej.. Niedawno też tak miałam, na każdy grosz, a mialam ich naprawdę niewiele pracowaliśmy całe dnie i weekendy, i nadal od 1 go do 1go.. ale jak pisze Olqa to są tylko rzeczy, które raz są, raz ich nie ma.. Najwazniejsze (!) jest zdrowie! I o to dbaj, wtedy zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie, a jeżeli zdrowia nie ma..Jak mówi mój tato: jeżeli jesteś zdrowa masz wiele marzeń, jeżeli zdrowia nie ma, to marzenie masz tylko jedno!! Znajomi rodziny dorobili się bardzo szybko wspanialego domu, co chwilę nowe samochody, wspaniale życie, ale któregos dnia bandyci zabili im syna... Straszny przykład przytoczyłam, do dziś nie mozemy z tym się pogodzić, ale takie jest życie.. Głowa do góry Kasandro!! Jutro będzie lepiej!!

Calypso pisze...

Oh skąd ja to znam!! Tez mi się marzy dom z kominkiem, który sobie za swoją kasę kupimy a tu ciągle zyjemy na garnuszku i dobija mnie to bardzo:( Chciałabym mieć grzeczniejsze dzieci, lepiej płatną pracę itd.... można by tak długo pisać ale raz czytałam z dziećmi opowiadania i przeczytałam fragment który mi dał na luz. To szczęście że mamy aż tyle!!! Kto wie co by było gdybyś miała to wszystko??? Czy nie pragnęłabyś więcej czegos innego?? Czy byłabys wtedy faktycznie szczęśliwsza??Czy mając to nie musiałabyś złozyć czegoś bardzo cennego w ofierze?? Może trzeba zacząć cieszyć się jeszcze bardziej tym co mamy!! Rozumiem Twoje rozgoryczenie bo nie raz też to wszystko we mnie siedzi i załamuje mnie:/ Ty masz wielką wyobraźnię, wspaniały talent, głowę pelną pomysłów a ja Ci nawet do pięt niedorównuję!!! Tworzysz same cuda i zacznij się cieszyć tym co masz ale od czasu do czasu trzeba to wszystko co w nas siedzi po prostu z siebie wyrzucić żeby nam było lżej na duszy i żebyśmy dzięki temu zaczęli cieszyć się najdrobniejszymi rzeczami!!!!!! Głowa do góry!!!!!

Tuśka pisze...

Wylałaś żółć i dobrze, a teraz weźmiesz sie w garsć. Wypłakanie sie w koszule i powściekanie sie jest rewelacyjne- przynajmniej ja tak mam. Posiadanie domku z kominkiem nie rozwiązuje niczego. Człowiek jest tylko człowiekiem zawsze chce więcej, a przychodzi czas na każdego z nas, ze jest za późno na cieszenie sie tym, co mamy. Trzeba sie cieszyć każdą chwila życia. Pozdrawiam i życzę spełnienia marzeń.
Ps. Tylko nie zatrać sie w samych dążeniach do celu.

Magda pisze...

Kasiu, dobrze, że wyrzuciłaś z siebie takie frustrujące myśli:)
nie będę Ci pisała, że masz bardzo dużo, bo co to znaczy dużo? ja też mam wiele marzeń, podobnie jak Ty dwoje zdrowych dzieci, dobrego męża i mnóstwo planów; często byłam sfrustrowana, bo wszystko wydawało mi się przyziemne: pranie, sprzątanie, gotowanie, codzienna praca, pasja, która cieszy tylko mnie etc. do czasu aż zachorowałam:) paradoks wydawałoby się:)....teraz lubię prać, sprzątać, gotować, dalej uwielbiam swoje pasje, bez względu na to, że cieszy tylko mnie:) ..... dziękuję Opatrzności, że mam szansę wygra c z chorobą i marzę o domu z kominkiem, wyjeździe do Prowansji i do Paryża, uwielbiam swoją pracę na pół etatu pracując faktycznie na półtora, a beznadziejne dni traktuję jako zbawienne, żeby nie wpaść czasami w euforię ze szczęścia, że mam takie cudowne życie!:)
Kasiu nie życzę Ci choroby, ale mniej pokory wobec życia i oby na nią nie przyszedł nigdy czas!!!
pozdrawiam , uściski, życie jest naprawdę cudowne:)))))))

Agnieszka Arnold pisze...

Anonimowy… no bój się Boga! Jak można tak napisać… że chętnie się z Kasandrą zamienisz? Ale że co? Chore dziecko na zdrowe?
Nie chcę Cię urazić i może źle Cię odczytałam i może nie powinnam dyskutować… Masz prawo do złych emocji ale nie można komuś tak życzyć! Nie tylko Ty masz nieuleczalnie chore dziecko, wiele jest takich rodzin, dużo za dużo!
Moje dziecko też się urodziło chore, nie chcę się równać z Tobą, bo mój mały miał tylko rozszczep wargi i podniebienia ale dla każdej rodziny jest to ich osobista tragedia. Ja nigdy nie pomyślałam dlaczego ja a nie ktoś inny, największemu wrogowi bym tego nie życzyła i dziękowałam Bogu że nasze dziecko nie urodziło się z poważniejszą wadą.
Nie powinnaś odbierać komuś prawa do narzekania, dlatego bo nie ma chorego dziecka, każdy z nas ma prawo mieć gorszy dzień, chandrę lub ponarzekać na to co mu w życiu nie wychodzi…

Myszka pisze...

No to ja Tobie życzę tych okazji właśnie i szans i żebyś wykożystała je wszystkie!

KASANDRA pisze...

Kochani wiedziałam że burza się rozpęta ... nie osądzajcie mnie źle bo nie chodziło mi o wille z basenem czy coś takiego ... chodziło o to, że ciężko dziś mi się żyje z jednej pensji, wieczne długi i tak dalej ...
Ale wkurza mnie kiedyś ktoś kto nie ma takich problemów mówi czy pisze, że cieszy się każdą chwilą , uśmiecha się i tak dalej ... Wierzcie mi, że tak przyziemna sprawa jak brak pieniędzy może nawet sprawić, że się nie chce pobawić nawet z własnym dziecięciem ... straszne to jest wiem

Nie potrzebuję luksusu ale chce godnie żyć i każdy tak żyć powinien ...

Zazdrość przeze mnie przemawia ... tak jestem zazdrosna ale nie o to że ktoś ma wszystko ale o to że właśnie potrafi powiedzieć, że cieszy się każdą chwilą i małymi radościami ... ja na dzień dzisiejszy nie potrafię i tego mu zazdroszczę ...

KASANDRA pisze...

Bo ja tu się cieszyć czymkolwiek skoro w głowie ma się tylko myśl jak zarobić pieniążki by zapłacić kolejny rachunek ...

renataa25 pisze...

Pisz jak Ci jeste źle i jak jesteś radosna. Po to mamy siebie aby się wyżalic, pochwalić a nawet popłakać. Pewnie, że każdy z nas ma własne problemy i uwierz mi słuchając jakie problemy maja inni nie ułatwia nam życia. Ja również, mam wszystko: mężą jesteśmy zdrowi, jakoś zyjemy choć czasami brakuje pieniążków, marze o pracy, o dziecku!! Są słabsze dni, ale warto wiedziec, że po złym dniu ZAWSZE nadchodzi ten lepszy, cieplejszy radośniejszy, tylko trzeba cierpliwości. Życie jest jedno i warto o tym pamiętać. Ja zawsze sobie mówie, mogło być gorzej, doceń to co masz i zawsze choć na chwile pomaga. Ja trzymam kciuki za Ciebie, za każdą z nas aby nasze marzenia się spełniły, te małe codzienne, ale również te duże i wydałwałoby się nie do spełnienia. Przytulam mocno i przesyłam dużo promyków słońca:)))

niesława pisze...

Kochana, takie jest zycie.... choc brzmi to banalnie.
Ja doskonale Cie rozumiem (mimo ,ze mam domek z ogródkiem ) , ale cóż , mase problemow też mam , chociaz niby dzieci zdrowe, i pół dnia wczoraj przepłakałam , mimo ,ze mąż wspaniały...
I doskonale wiem ,ze brak pieniedzy moze doprowadzic do wielkiej zazdrosci, bo ja znam takie chwile jak wegiel sie konczy i zimno w domu sie robi , i wydlubuje resztki wegla z piasku przed domem zeby cos jeszcze do pieca wrzucic... a pieniazkow nie ma.... ech dlugo by pisac, tez sa tacy co patrza na mnie i nie wiedzą czego ja chce od zycia... długo by piusać , ale ja tez zawsze sie porownuje do tych co maja lepiej,(chociaz moze nie zazdroszcze jakos obrzydliwie i lubie jak inni są szczesliwi) bo niby dlaczego mam sie porownac do tych co mają gorzej, przecież każdy chce zyc jak najlepiej , najmilej , bezpiecznie i bez problemow....
Tymczasem głowa do góry moja droga , po deszczu przychodzi slonce wiec w koncu musi byc lepiej, moze nie doskonale , ale lepiej...

Cérie pisze...

Pozwolę sobie zakrzyknąć za Calypso; "... masz wielką wyobraźnię, wspaniały talent, głowę pelną pomysłów" i za Kalimonią; "Najwazniejsze (!) jest zdrowie! I o to dbaj, wtedy zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie". W całej rozciągłości popieram.
Utulam ciepło. *:

Destiny ikt pisze...

Wiem o czym piszesz i, o czym myślisz. Znasz moją historię i ja znam Twoją. Na szczęście można wyrzucić to z siebie i oby pomagało. Bądź dobrej myśli i wiedz, że nie jedna osoba z pewnością zazdrości Tobie. Zdolności, rodziny, miłości..
A ja i Tobie i sobie życzę oraz tym wszystkim , którzy tego potrzebują, niech spełnią się nie tylko marzenia, ale plany te drobne dzięki którym idziemy do przodu.
Życie nie jest idealne, ale trzeba się tym pogodzić, bo inaczej można się załamać..
Ściskam z całych sił

PATI pisze...

KASIU ZAPRASZAM CIE DO SIEBIE NA KAWKE Z DZIECMI.ZA CHWILE FERIE TO TROCHE LUZU WPADNIE OD SZKOLY.
JUZ DAWNO SIE UMAWIAŁYSMY..TAK WIEM TO JA MIALAM WPASC...U MNIE TEZ POGADAMY A CZYTAM ZE JEST O CZYM.
Nie bede sie tu rozpisywac bo to nie miejsce::))
Odezwij sie na maila jesli masz ochote.Pozdrawiam cie serdecznie i do zobaczenia mam nadzieje w reallu.

Anonimowy pisze...

calkowicie rozumiem. mam podobna sytuacje. dlatego tak czesto czytam blogi,bo z reguly tryskaja radoscia i energia. ale dobrze jest tez poczytac taki post jak twoj. i ja wiem,ze "tani optymizm" nie pomaga (ze zdrowie jest,dzieci i kochajacy maz)... bo czasami sil brakuje i checi do zycia. bo miloscia rachunkow sie nie poplaci.......
pozdrawiam
ja ciagle czekam na swoje 5 minut.....
talerzami nie rzucam,bo bede musiala je sprzatac
a poza tym dom nie moj i moglby sie uszkodzic

labarnerie pisze...

Słuchaj, absolutnie nie poddawaj się ... głowa do góry i wierz w to, że w koncu nadejdzie Twój czas - Twoje przysłowiowe 5 minut, które na pewno wykorzystasz we właściwy sposób ... musisz tylko wierzyć i patrzeć w przyszłość (i te bliższą i tę dalszą) z optymizmem. A, że czasem bywają gorsze dni, takie kiedy wszystkie złe emocje kumulują się i czara nimi wypełniona po brzegi w końcu się przelewa dopadają każdego z nas i o to tylko chodzi, aby umieć sobie z tym poradzić ... nie poddać się. Będzie dobrze ... musi być :) Pozdrawiam cieplutko :)

alizee pisze...

Kasiu.... życie w ogóle jest dość ciężkie... a to jak znosimy jego ciężar też jest zależne od naszej wrażliwości... sposobu patrzenia na otaczający nas świat.

Tak, pieniądze to problem wielu z nas. Niestety żyjemy w takiej rzeczywistości w jakiej żyjemy i jedyne co pozostaje to szukać rozwiązań.
Wiem, że może łatwo się to mówi czy pisze, że wiele zależy od tego w jakim regionie mieszkasz, jak wygląda bezrobocie, możliwość pozyskania publicznych pieniędzy, ale przede wszystkim Twojego nastawienia do poszukiwań NOWEGO.

Nie myślałaś np. o zmianie kwalifikacji, nowym zawodzie, własnej działalności gospodarczej. Współpracy z kimś kto już coś zaczął.
W urzędzie pracy są kluby pracy, punkty konsultacyjne, informacyjne. Warto zajrzeć, zapytać....
Może jakiś kurs???? Masz zdolności manualne, plastyczne, wyobraźnię.... to bardzo dużo. Może florystyka, grafika komputerowa....????
Po prostu musisz znaleźć w sobie siłę i dobrze, że "rzucasz" temat. Ludzie są po to sobie potrzebni, żeby coś podpowiedzieć, pokazać, zasugerować, wspierać.

Jakby co, jestem na @.
Ściskam Cię mocno

irenka pisze...

Kochana, wiem co czujesz. Ja mam tak samo. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że ktoś ma gorzej, ale ja nie śpię przez swoje problemy, a nie przez cudze.
Właśnie, po 25 latach pracy, w nagrodę obcięto mi etat. I to, że inni mają gorzej wcale mnie nie pociesza.
Wygadanie się dobrze robi, więc możesz ponarzekać, ostatnio wyczytałam, że ludzie narzekający są zdrowsi, oni nie kumulują złych emocji w sobie. Czasem trzeba walnąc talerzem o ziemię i jest lepiej.

Kasia pisze...

Pomozemy Ci krzyczec wszystkie razem ..i wykrzyczymy szczescie dla Ciebie..szczescie takie,jakiego Ty sama pragniesz najbardziej!
Pozdrawiam cieplo

Iza Jankowska pisze...

Kasiu,co kobieta to inna historia,bardzo często z problemami w tle,z niezapłaconymi rachunkami,poczuciem niespełnienia,goryczą.Wydaje nam się ,że to inni mają lepiej a my to już kompletny "zjazd".Zapytaj sama siebie,ale tak szczerze, na czym Ci w życiu najbardziej zależy...Nie będe dodawac Ci swoich kłopotów-masz dośc własnych, napisze tylko zebyś odnalazła w fakcie,ze maszkochającego męża i dzieci większą wartośc.Wyobraż sobie,że musisz znosic wszystkie niedostatki w pojedynkę , w opuszczeniu.Piszę o sprawach osobistych niechętnie ale jeśli CI to choc trochę pomoże...długo czekałam na druga ,kochającą osobę,szarpiąc się w pojedynkę z utrzymaniem siebie,domu i dziecka.Po 15 latach się doczekałam i traktuje jako ogromny dar od losu.i nie straszny mi już zaden niezapłacony rachunek,który musi poczekac na swoję kolej.
Kasia-masz zdrowie , na ciele i umysle-dwie ręce,bardzo zdolne,rodzinę przy sobie-dasz radę ,przecież to wiesz.
PS.a tak już lżej-może zmnień ten swój nick na bardziej optymistyczny bo cos ostatnio "wieszczysz"ponuro.ściskam mocno,nie jestes sama

Enyo pisze...

Piszesz: "A co mi się należy?". Ja Ci odpowiem tak - należy Ci się wszystko, co tylko sobie wymyślisz. Bo to co sobie wymyślisz, wymarzysz, jest już Twoje i nikt nie ma prawa Cię za to krytykować i Ci tego odbierać. Raz nowe przychodzi bardzo łatwo i jest na wyciągnięcie ręki. Czasem trzeba do realizacji marzeń i planów dochodzi się dłuższą drogą, bardziej krętą, może nawet nie trudniejszą, ale bardziej skomplikowaną. Chcesz iść naprzód? Słusznie. I masz prawo tupnąć nogą, czy nawet rzucić talerzem (chociaż jak jest ładny, to może troszkę go będzie szkoda;-]). Złych emocji trzeba się pozbyć, aby zrobić miejsce na nowe, dobre, motywujące do działania.
Trzymam kciuki za powrót dobrej passy.
Pozdrawiam cieplutko

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się,że doskonale Cię rozumiem...Do mnie też jakoś nie przemawia hasło "uśmiechnij się" rzucone przez kogoś,kto nie ma problemów.Mam tutaj na myśli naprawdę poważne problemy,np.finansowe-o jakich Ty piszesz,czy związane ze zdrowiem swoim,czy bliskich.
Lubię czytać Twojego bloga.Jesteś utalentowana,a nie robisz z siebie wyroczni,nie pozujesz,nie zadzierasz nosa...Ilość osób obserwujących Twojego bloga nie przełożyła się na "sodówkę",przed którą nie wszyscy potrafią się obronić.
Nie wiem,jak mogłabym dodać Ci otuchy...Nie znam Cię,ale myślę,że jesteś Wspaniałą Osobą:)

alicja pisze...

Rozumiem Ciebie Kasandro i Twoje rozterki. Zawsze mówiłam, że wolę "być niż mieć", ale to niezupełnie prawda. Też marzył i marzy mi się dalej domek z kominkiem i czas, gdy nie będę musiała oglądać każdej złotówki nim ją wydam. Ale jestem również przykładem na to, że marzenia, choćby niektóre, się spełniają.Może nie dorobię się własnego domku, ale przecież to nie jedyne moje marzenie, są również inne. Banalne to co powiem, ale potrzeba na wszystko czasu.Ty masz ogromne, godne pozazdroszczenia talenty(no i widzisz? Tobie też ktoś-czyli ja, czegoś zazdrości) A złe emocje trzeba rozładować. Mój lekarz powiedział, że od czasu do czasu powinno się iść do lasu czy na łąkę i krzyczeć tak długo, aż płuca będą bolały.Ja jednak wolałam trzasnąć talerzem o podłogę lub zrobić karczemną awanturę. Pomagało.
Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie.

babibu pisze...

nawet nie wiesz jak cię rozumiem... przeżywam podobne rozterki i mam wrażenie,że ile bym sie nie starała to depresja nie odpuści:(

kiedyś staniemy na nogi i będziemy się cieszyły życiem:)) tego ci życzę z całego serca:)

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję że JUTRO będzie ci lepiej na świecie.

Mam marzenia i pragnienia bardzo podobne do twoich, i mam nadzieję że kiedyś się spełnią.A jeżeli spełnią się tuż przed moją 90-tką.??? Czy będę się cieszyć?

Mimo wszystko cieszmy się tym co mamy i naszymi marzeniami.
aneczka64

Monique pisze...

Niestety, nikt nie dal nam przepisu na szczescie. A co gorsza nawet recepty na zycie.
Jednego co sie nauczylam sama, to byc do pewnego stopnia egoistka, dbac o swoje racje, a czasami o widzimisie. Nie warto wszystkiego poswiecac dla .. (tu sobie wpisz co chcesz). A co ostatnio zrobilas dla siebie? Nauczylas sie tanczyc, nowego jezyka, wyjechalas z mezem albo tylko z dziecmi na samotny weekend w nowe miejsce? Zmiany czesto pomagaja docenic co mamy, a takze pomagaja zdystansowac sie i zastanowic, co takiego wlasciwie chcemy? Ja, pomimo wielu osiagniec wciaz nie znalazlam odpowiedzi na pytanie: co takiego chcialabym w zyciu robic?
Uszy do gory :) I tak nie znajdziesz na nie odpowiedzi :)

lejdik pisze...

Podoba mi się to co napisała Monique;)) Kasandro- ten kto ma popłacone na czas wszystkie rachunki- Niech pierwszy rzuci kamieniem!!!!;)) Ja nie mam...mam nadzieję, że świadomość tego, że naprawdę wszystkie jaki tu siedzimy mamy swoje problemy- może jakoś doda Ci otuchy- wszystkie mamy swoje 'krzyżyki' i musimy mieć siłę, by je nosić...Dużo siły więc życzę!

Kajka pisze...

Już chyba zbyt dużo usłyszałaś. Jedyne co mogę i chcę zrobić to zaprosić Cię z dzieciakami na ferie do mnie do obrzydliwej ale dla dzieciaków fajowej Warszawy. Mi też jest potrzebny odpoczynek a w Twoim towarzystwie napewno nabiorę oddechu.
zresztą napiszę maila
nie daj się
też Kasia

pretty things pisze...

Kasiu Kochana,

Znamy się bardzo krótko, ale mam dla Ciebie ogrom ciepłych uczuć.
I znam takie dni, taki żal, złość, frustrację z autopsji - każda z nas chyba zna.
I jasne,też uważam, że zasługujesz na więcej, bo dobrzy, cudni ludzie zasługują w końcu chyba na jakąś nagrodę, jeśli świat jest jakoś sensownie urządzony.

Tylko czytając wszystkie komentarze tak sobie myślę, ze dla każdego to "więcej" znaczy co innego. Dom z ogródkiem albo wczasy w Portugalii, czasem awans w pracy, a czasem spotkanie kogoś kochającego, rozumiejącego, akceptującego Cię w całosci...
I tak sobie myślę, że możesz dla siebie, roboczo, w sercu, zapytać siebie, co to jest dla Ciebie - to coś "więcej". O czym marzysz. Czego Ci brakuje.
Bo wszystko naraz ulepszyć, to moze być trudne. Ale powolutku, krok za krokiem-kto wie?
Bo może nie od razu zwali się na Ciebie cała góra cudów, ale może się okazać, że z dwoma, trzema rzeczami można jednak coś zrobić - a wierzę też, ze jak się czegoś pragnie, widzi to w sercu, to i szczęście czasem samo zapuka...

Ściskam Cię mocno, posyłam najcieplejsze myśli, a Was, Baby cudne, pozdrawiam serdecznie!

buziaki,Michasia

Aneczka pisze...

Głowa do góry, bo nie jesteś sama. Nie masz pojęcia jak dobrze Cię rozumiem. Też mi mówią, że tyle dostałam od życia, a mi jeszcze mało. A ja to widzę inaczej. Na to co mam ciężko pracuję. A innym rzeczywiście pływa samo i nie potrafią docenić. A mi by wystarczyła do szczęścia 1/10 tego, co oni mają. Ledwo by zauważyli ten ubytek....
Ale damy radę, więc trzymaj się cieplutko i nie ciskaj talerzami, bo ściany szkoda ;)

Magda pisze...

Kasiu Kochana! mam nadzieję, że mój komentarz nie przydołował Cię jeszcze bardziej, bo nie taką miałam intencję; czytam różne reakcje; chciałam Ci tylko napisać, że czasami tylko sam punkt patrzenia może zmienić diametralnie w naszym umyśle spojrzenie na życie;
jesteś młoda, zdolna, otwarta, będzie dobrze; ja całe życie borykam się z kłopotami finansowymi; co wydawałoby się wychodzić na prostą, to jakieś bum!!! się wkrada i od początku ta syzyfowa praca; pewnie, że nie chodzi o to, aby porównywać swoją sytuację do gorszych, bo to żadna pociecha, że innym jeszcze trudniej; ja Ci mówię będzie lepiej, bo dobrym ludziom prędzej czy później Słonko przyświeca; a to co zależy od Ciebie jest dobre, pełne miłości i twórczej kreatywności; ...i tu znajdziesz bogactwo, nie tylko duchowe:) zanim się obejrzysz przyjdzie czas i dla Ciebie na Twoje Pięć Minut i oby trwały jak najdłużej:)
Przytulam Cię Kochana :)

Magda pisze...

Kasiu, obejrzałam sobie Twój blog ponownie, jesteś tak niesamowicie zdolną i twórczą osobą; piękne są Twoje rzeczy i Twój blog; wieczorkiem obejrzę cały i więcej poczytam, bo mnie zaintrygowałaś; widzisz!!! mnie najlepiej wychodzi tylko kupowanie, a jak nie mam pieniędzy, to jestem bardzo nieszczęśliwa; moja pasja filozofa nie daje mi zarobić:(, bo komu chciałoby się to czytać oprócz filozofów, którzy sami są biedni, twierdząc, że im pieniądze nie potrzebne:)) kiedyś, jak szukałam pracy, to pan kierownik kadr, pytając mnie o kwalifikacje oznajmił: no prooooooszę Paaaaani!!! na filozofii to pani zupy nie ugotujesz :(( he he ;to i nie gotuję zup!! nie mam już maleńkich dzieci, więc mi łatwiej, bo mogę nie zjeść w miejsce kupna np. takiego pięknego serducha, czy innego hand made jak na Twoim blogu; podziel się swoim bogactwem na ArtStacji, nie nadążysz kontrolować wpływów na konto! .....i wcale nie picuję!!!!!!
ściskam mocno Magda

laurentino pisze...

Zgadzam się w stu procentach z tym co w komentarzu napisała Magda...
Zobaczysz że wszystko będzie dobrze...
Pozdrawiam

madziula pisze...

Przytulam Cię mocno bardzo zdolna kobieto :)

KASANDRA pisze...

Kochane dziękuję ... Wy naprawdę jesteście NIESAMOWITE !!! Boziu gdybym miała tyle wiary w siebie co Wy we mnie ech szkoda gadać ...

Ja wiem że jednym jest lepiej innym gorzej ... każdy ma swoje życie i swoje kłopoty różnorakie ...

Mnie chodziło o to, że mam dość czytania czy słuchania tego, że ktoś się uśmiecha i czerpie radość z najmniejszych drobnostek mimo przeciwności losu a ma znacznie więcej niż przeciętny człowiek - co rusz dostaje nowe propozycje gazetowe czy nawet propozycje pracy i tak dalej ... Ja to rozumiem super, że ktoś tak ma, zazdroszczę ale nie powiecie mi że ta sama osoba nie mająca co do garnka włożyć tak samo by się uśmiechała i namawiała do uśmiechu innych ...


Jeśli tak myśli to albo jest obłudnikiem albo sama nie wie co pisze lub co mówi ... nie oszukujmy się ...

Aneta pisze...

Głowa do góry , jutro będzie lepiej. do poprawienia humoru zapraszam Cię na mój prawie puściutki blog. ;) Pozdrawiam Aneta.

Maja71 pisze...

A ja mam domek z ogródkiem.Mam pracę i nikt mnie nie zwolni,bo sama jestem szefem-w firmie z blisko stuletnią tradycją.Mam zdrowe dziecko i dobrego męża. A poza tym - masę takich problemów,że czasami ręce opadają i naprawdę nie wiem,co dalej.
Piszę to,bo uważam,że w życiu nie można miec wszystkiego.Po prostu tak się nie da,żeby wszystko było "cacy".
Życzę Ci spokoju w sercu i pogody ducha.Nie poddawaj się.
Ściskam,Maja

Balbina pisze...

No niestety tak bywa w życiu. Wiem, że to nie jest pocieszenie ale jestem w podobnej sytuacji. Straciłam prace kiedy zachorowałam, dowiedziałam się że praca to nie zbowid. Od miesiąca lipca bezskutecznie chodzę na rozmowy kwalifikacyjne i ciągle słyszę to samo: za wysokie kwalifikacje, za niskie kwalifikacje itd w końcu ktoś wydukał mi w twarz---- jest pani za stara----za stara przecież skończyłam dopiero 40 lat. Całą sytuacja odbija się na nas, z miesiąca na miesiąc popadamy w zapaść finansową (płacimy kredyt hipoteczny) a ja pytam dlaczego? Nawet pytania zadaje sobie podobne do Ciebie.
Oglądam blogi kobiet i one wszystkie zawsze piszą jakie są szczęśliwe, spełnione, radosne, potrafią czerpać radość z małych rzeczy. Ja tego zazdrościłam i nawet miałam przez chwile myśl, że ja jakaś "psychiczna" jestem, że mam defekt, że nie cieszę się z tego co mam czyli fajnego faceta-konkubenta i super córkę. Ciesze się z tego ale chce też mieć spokój finansowy.
Nie masz co się wstydzić takich myśli, wywalenie ich czasami pomaga. I pomyśl, że nie jesteś sama, ta okropna baba co to się skarży, jestem z Tobą.
Na własnej skórze przekonałam się jak problemy finansowe niszczą życie, włażą pomału do głowy i zatruwają serce zazdrością, izolują od ludzi.
A swoja drogą jesteś fajną kobietą, masz otwartą głowę, może rozejrzyj się dokładnie a znajdziesz jakiś dobry pomysł. Może własna firma?
Ja zaczynam dorastać do tego, boje się jak szlag ale muszę to zrobić.
Pozdrawiam

Balbina pisze...

a i jeszcze coś nas łączy---tez skorpion jestem :-)

Anonimowy pisze...

A czy ktos ma przepraszac,bo ma lepsza prace i dom?Zawsze beda tacy co beda mieli wiecej i tacy,co beda mieli mniej od nas i nie bardzo rozumiem, jak mozna miec o to pretensje.Jak juz kupisz sobie dom,to mozesz stracic zdrowie.I co? Znow bedziesz miala pretensje? Przeciez wlasnie na tym polega zycie.Nie ma ludzi wylacznie szczesliwych.
Nieposiadajaca domu ani samochodu.

Evunia pisze...

Nie będzie głaskania po głowie. Pomóc możesz sobie tylko sama. Pani psycholog bzdury gada bo nie zna problemu . Recepta: wymyśl siebie! na rynku pracy jesteś towarem jak ( za przeproszeniem) towar w supermarkecie. Przeanalizuj siebie i zaproponuj pracodawcy swoje konkretne umiejetności i to najlepiej unikalne. Błędów popełnianych przez poszukujących jest mnóstwo! jak chcesz więcej to pisz na meila. I napisz na blogu co wymyśliłaś!

Anonimowy pisze...

Kasiu,zapytaj swoja psycholog o arteterapie.Bywa,ze pomaga.A moze dzieki niej znajdziesz swoja droge.Jezeli jest mozliwosc,to skorzystaj.Na zly humor pomaga bieganie,szybki chod lub inna forma sportu.Ciezko jest zaczac ale wraca sie do domu z satysfakcja,w kazdy dzien wieksza.Poza tym to rozjasnia umysl.Sprawdzilam na sobie.Bardzo dobrze Cie rozumiem,tez przeszlam przez takie chwile,depresje lecze,chodze na terapie.Wyjechalam z Polski aby w Holandii zyc od nowa Tu okazalo sie,ze zachorowalam.Ale od roku jestem po leczeniu i wszystko jest na lepszej drodze.Wiem,jak ciezko jest sie zebrac,gdy ktos mowi,by wziac sie w garsc.Dla ludzi z depresja jest to ciezkie do wykonania.Postaraj sie przegonic zle mysli wysilkiem fizycznym.Nie jest latwo na poczatku ale potem jakos idzie.I lzej sie patrzy na problemy,nie wydaja sie do niepokonania.Zycze Ci wszystkiego dobrego.Iwona

Edina pisze...

O matko!!! Moja historia, niestety i nie tylko nasza jak widac. Zobacz jak nas jest wiele. Mam podobne odczucia i współczuję Ci. Łatwo jest radzic: głowa do góry, zrób to czy tamto, ale jak się pozbierac gdy w głowie kołaczą się myśli co dziś dac dzieciom do jedzenia, tak aby starczyło na następny dzień, albo czy nie przyjdzie taka chwila że komornik zapuka Ci do drzwi?
I co dalej? Niestety rozumiem, ale nie wiem co radzic, wiem tylko że trzeba byc silnym i walczyc o swoje, mimo wszystko choc tak ciężko i tak źle. Niestety żyjemy w takim świecie a nie innym, (ja niestety też jestem z innej epoki)
Trzymam za nas wszystkie kciuki, i tak sobie myślę: a może by zwołac jakies pospolite ruszenie i w tyle głów coś wymyślic?!!!!

cicha pisze...

ojej, jakbym siebie posłuchała..
tyle we mnie goryczy i bólu...jakbym mogła to bym rzucała i krzyczała...
ważną kwestię poruszyłaś...jest nas wiele, jak powiem że mam 0,5 etatu i jest mi przykro? to uwierzysz???znajomi czasem się śmieją...że obibok ze mnie...
a ja porostu szukam cały czas...
okropnie się porobiło w dzisiejszym świecie i czasem myślę...czy to już wszystko...co mają nam do zaoferowania???czy wciąż będę uciekać w prace domowe i ogród...
i tak ma być do końca życia???
mogę tylko podpisać się pod Twoimi słowami i pocieszyć że jest nas wiele, chyba zbyt wiele...

Pozdrawiam cieplutko

Agnieszka M, pisze...

Myslę że w życiu nie zawsze jesteśmy w tym miejscu co potrzeba i wiele przemyka nam koło nosa.Rozgoryczenie dopada wszystkich.Żadne pocieszycielskie słowa przynajmniej mnie nie pomagają bo mysle sobie -"skąd wszyscy mogą wiedzieć co ja czuję"?Mam nadzieję że ten stan przejdzie razem z ponurymi dniami i powrócisz radosna wraz ze słoneczna wiosną.Życzę wiele szczęścia gdyby cos to pisz na email,wywal wszystko z siebie i odetchnij głęboko.
Pozdrawiam .

baskalatka pisze...

Ja mam to samo,wczorajszy dzien mnie dobił,mąż miał dwie sprawy nieprzyjemne ,oczywiście chodzi o kasę,w sądzie ,gdzie przegrał i w zus .Zycie daje mi popalic,jestem skazana tylko na siebie ,mąz choruje na schizofremie,nie radzi sobie,ja muszę myslec za dwie osoby,niepracuje,reta męża,pozal sie boże jałmuzna.I co dalej?Sąd podwyższył mu alimenty,twierdzac że kłamie a on poprostu nie dał sobie rady z całą sytuacją przed która się znalazzł.Ja nie mogłam mu pomuc.Siedzę od wczoraj i ryczę nad moim losem.Co dalej.Zycie mi daje,pierwszy mąż zmarł dwa lata po ślubie,drugi chory.Wiecie co ja czuję ,nikt nie wie tego.Musze ukrywac sie że cos dorobię swoimi rękoma szydełkujac ,bo mam takie miłe mi osoby które donoszą na mnie gdzie sie da,ja tych osób nie zmienie,ale myslę że zycie da im tez kiedys popalić.A najgorsze to że jestem bezradna na wszystko ,więc głowa do góry kolezanko,wiem co czujesz,ale żyjmy dniem dzisiejszym,moze zasłużymy na lepszy los i wszystko będziemy miały wynagrodzone.buziaki ,trzymaj się!!!!